Garść wrażeń z TEDxPoznań zupełnie subiektywnie

Wpis powstał właściwie zaraz po konferencji, nigdy jednak nie został opublikowany i stan ten miał się utrzymać po wsze czasu. Zostałem jednak uderzony w mózgownicę brakiem jakichkolwiek relacji z tej imprezy, i zwój, który przyjął impet uderzenia postanowił odnaleźć w czeluściach dropboksa szkic i go opublikować.

Jakimś magicznym sposobem mojej skromnej osobie udało się uczestniczyć w poznańskiej edycji TEDx, czyli TEDxPoznań. Brawa należą się szczególnie organizatorom, bo nieuzbrojonym okiem widać było, że wysiłek został w organizację włożony spory. W zasadzie wszystko przebiegło niemal perfekcyjnie, czego dowody znajdziecie poniżej. Pamiętajcie jednak, że to zupełnie subiektywna, i pewnie nieuczciwa ocena konferencji, zarejestrowana przez totalnego dyletanta. Dobrze, pora jest pogańska, więc pozwolę sobie przyznać, że sałatki były kiepskie 😉

Ze względu na łaskę i niełaskę PKP w okolicach ulicy św. Marcina pojawiłem się stosunkowo wcześnie, bo przed 11. Ponieważ oficjalnie Zamek otwierał swoje podwoje dla uczestników o 11 (prelegenci mogli testować salę już od 8), nie chcąc sprawiać problemu pokręciłem się po korytarzach . Niestety osoby nie mające pojęcia gdzie mieści się Sala Zegarowa mogły mieć problemy ze znalezieniem miejsca imprezy. Mały ten mankament po zgłoszeniu do organizatorów został natychmiast naprawiony i pojawiły się dodatkowe oznaczenia. O 11 w okolicach Sali Zegarowej spotkać można było właściwie jedynie organizatorów, więc korzystając z chwili spokoju zaczepiłem wszystkich tych, których znałem z maili, blipa i innych sośjal mediów.

Sama sala przygotowana była a duchu TED, czyli królowała czerń i czerwień, na pierwszy rzut oka widać jednak było, że będzie ciasno. Wiele osób narzekało na mały rozmiar sali i ograniczenie liczby osób do 100, ale jak tłumaczyli organizatorzy wymusza to licencja TED. PKP ostatnio w przejazdach regionalnych nie oferuje przekąsek, więc jako stary głodomór skorzystałem z wyżerki, na którą składały się rozmaite ciacha w asyście kawy, herbaty i wody mineralnej.

Punktualnie o 12 (może z kilkoma minutami) rozpoczął się pierwszy wykład, „O wymieraniu języków” prowadzony przez panią Katarzynę Dzubalską-Kołaczyk. Sama tematyka była ogromnie ciekawa, mało kto zdaje sobie sprawę jak bardzo język związany jest z kulturą i co wraz z językiem umiera. Sporo interesujących informacji, podanych jednak w mało atrakcyjny, tradycyjny sposób: czytania ze slajdów. To podstawowy błąd prowadzących, i o ile w świecie akademickim rzeczy takie uchodzą płazem, to widownia TEDowa jest bardzo wymagająca, i wiele osób później na ten mankament narzekało. Ze swej strony powiem tylko tylko, że czytanie ze slajdów nie tylko jest mało atrakcyjne, ale wręcz przeszkadza w odbiorze prezentacji, bo mózg każdym kanałem powinien otrzymywać uzupełniające się informacje. Na dodatek pani profesor wspominając o udanych akcjach reanimacyjnych zapomniała o mojej ulubionej Irlandii i gaelige. Językiem irlandzkim jako pierwszym językiem posługuje się niewielka część mieszkańców Zielonej Wyspy, jest on jednak językiem obowiązkowym w systemie edukacji. Co ciekawe wśród młodzieży jest on „cool”, ponieważ często nie jest rozumiany przez dorosłych i funkcjonuje podobnie jak gaderypoluki w czasach mojego dzieciństwa – jako tajny kod 😉

Kolejny gość jest bardzo bliski memu sercu, ponieważ gryzie system od innej strony: mianowicie zajmuje się otwieraniem edukacji. Jakoś od kilku lat mijam się z Jarkiem Lipszycem i nigdy nie udało nam się osobiście spotkać, szczęśliwie tym razem w końcu uścisnąłem mu prawicę. Przy okazji gratulując doskonałej prezentacji, która właśnie o otwieraniu (hackowaniu) systemu edukacyjnego traktowała. Doskonała tematyka, dogłębna znajomość tematu i ręcznie (naprawdę ręcznie, były po prostu narysowane) przygotowane slajdy – to jest to co publika lubi. Szczególnie utkwiła mi myśl na temat roli egzaminów w edukacji: są jak miecz katowski, ponieważ w żadne sposób nie przyczyniają się do ugruntowania wiedzy. Są karą ostateczną, a szkoła nie daje uczniowi szansy sprawdzenia wiedzy bez ponoszenia przykrych konsekwencji. Powiem szczerze, że nigdy w ten sposób o egzaminach nie myślałem i dobrze czasami posłuchać mądrego człowieka. Lipszyc mówił również o wzmocnieniu władzy nauczyciela, a ja od siebie dodam, że nie może się to odbyć bez oddania kawałka tej władzy uczniom, a przeciw są bariery mentalne naszych belfrów. Nauczyciele muszę przejść z modelu autorytetu danego do autorytetu wypracowanego, a to się nie stanie bez totalnych reform.

Przy okazji polecam 2 prezentacje sir Kena Robinsona z „dużego” TEDa – ogrom inspiracji. Jarek miał lekki falstart, ponieważ Łukasz z wrażenia zapomniał odpalić jego prezentację, ale oczywiście wszystko zostało obrócone w żart 😉

Kolejna prezentacja była dla mnie zagadką, mimo że o osobie prowadzącego słyszałem wiele – zarówno dobrego i złego. Pan Tomasz Witkowski zasłynął z ciekawej i kontrowersyjnej prowokacji w popularnym magazynie psychologicznym „Charaktery”, gdzie udało mu się opublikować spreparowany artykuł. Ciekawych odsyłam na stronę pana Tomasza, a co do samej prezentacji: doskonała. Witkowski bronił zdrowego rozsądku i prawdziwej nauki, przy okazji krytykując szarlatańskie nurty takie jak NLP, psychoanaliza itp. Wszystko na przykładzie ciekawego kultu Cargo, który nota bene sam w sobie jest zjawiskiem niezwykle fascynującym. Podsumowując: nauki społeczne dały ludziom sporo praktycznych wynalazków, takich jak żółte wozy strażackie i trzecie światło stopu 😉 Zainteresowanym polecam cierpliwość w oczekiwaniu na opublikowanie nagrań 😉

Następna prezentacja to czysta energia: Paweł Sroczyński zdobył moje serce fajnym performance’m i absolutnie nieakademickim podejściem (cytując Pawła Tkaczyka). Idea habitatu 2.0 jest mi równie bliska, jak FLOSS, a co ciekawe efekty prac grupy Habitat2.0 mają być opublikowane na wolnych licencjach. Skrócić łatwo idei się nie da, ale w uproszczeniu zakłada ona przesunięcie się w stronę naturalnych zasobów i bliżej ziemi. I pozbycie się egzystencjalnego strachu 😉

Kolejna prezentująca, Agata Żyźniewska – niewiasta urocza i mądra – na pewno miała do przekazania ciekawą ideę (i bliską memu sercu, w końcu jestem wegetarianinem), ale wydaje mi się, że zbyt perfekcyjnie się przygotowała. Czułem się trochę jak w teatrze na monodramie. Tak czy inaczej warto przemyśleć miejsce zwierząt w naszym życiu, bo rzeczywiście zostały zredukowane do obecności w logotypach znanych marek, co samo w sobie jest doskonałą ilustracją naszego postrzegania świata.

Po krótkiej przerwie na doskonałe kanapki i mniej doskonałe sałatki na scenę wkroczył chór. Tak, najprawdziwszy chór. Fajny patent, ale osobiście tego rodzaju muzykę wolę w wykonaniach mniej kameralnych.

Po chórze nadszedł czas na pana Mariusza Jarzębowskiego z Microsoft. Przed TEDem słyszałem tylko, że pliki z jego prezentacją mają gargantuiczne rozmiary, i sądząc po ilości danych, była to zapewne prawda. Powiem szczerze, że chociaż technologicznie interesująca, nie do końca niosła jakieś przesłanie. Dla mnie było tylko showcasem dokonań MS na polu przetwarzania i prezentacji informacji wizualnej. O co w gruncie rzeczy chodziło: nie wiem, ale może ktoś mnie oświeci.

Następnego prelegenta przedstawiać chyba nie trzeba: Piotr Konieczny jeśli chodzi o prezentacje jest marką sam w sobie. Prezentacja jak zwykle kreatywna, jednak dla takiego technicznego kolesia jak ja zbyt popularyzatorska. Oczywiście nie ma w tym nic złego, bo takie było założenie, widownia była zresztą ukontentowana. Piotrek jest zresztą kolejną osobą, z którą jakoś się mijałem, ty razem udał się porozmawiać i wychylić kufelka 😉 (oczywiście po imprezie)

Rafał Demkowicz-Dobrzański jak przystało na przedstawiciela arystokracji i świata akademickiego to barwna postać. Wkroczył na scenę w czerwonych porciętach i mówił naprawdę skomplikowane rzeczy. Między innymi o ty jak korzystając z kwantów mierzyć niemierzalne na dodatek z nieskończoną precyzją (żeby nie było, to żart, ale nie przesadziłem zbytnio) Osobiście w końcu dowiedziałem się, że kwanty nie tylko zabijają koty, ale również mają praktyczne zastosowania.

Po kolejnej prezentacji spodziewałem się recept dla naszego systemu penitencjarnego (nie żebym się gdzieś wybierał), a dostałem na twarz o fontach słów kilka. W zasadzie to nic dziwnego, bo to konik Pawła Tkaczyka od lat wielu. Prelegent dostał od organizatorów mało czasu, ale użył go optymalnie. Niestety nie obyło się bez zgrzytów, a zrzucenia fatalnego stanu typografii na widzimisię inżynierów informatyków nie wybaczę 😉 Swoją droga Paweł to jedyny opensourcowiec w typografii i reklamie, bo wile lat temu opublikował proces powstawania logotypu swojej agencji Midea. Czytałem i od tamtego czasu pragnąłem poznać gościa, co udało się całkiem nieźle (z tamtych czasów pochodzi również niechęć do Software-Wydawnictwo, ale to temat na inny wpis, którego nie będzie) Podsumowując używajcie tych wszystkich pochowanych znaków, o których istnieniu nie macie pojęcia. Kropka (jest zdaje się tylko jedna)

Kolejna przerwa, ciacho, kuluarowe rozmowy, w trakcie których nie można się było dostać do prelegentów 😉 Po przerwie kawał solidnych informacji na temat ciekawego podejścia do zarządzania projektami, czyli critical chain w akcji. Patrząc dookoła trudno uwierzyć, że dotrzymywanie terminów jest takie proste, ale Marek Kowalczyk i Mandarine Partners udowodnili to niejednokrotnie. Ogólnie jedna z najlepiej ocenianych prezentacji, a ja osobiście mam do pogadania z project managerami w pracy 😉

Darko Bosiljcić mówił krotko i treściwie o formującym się lokalnym oddziale IxDA, czyli Stowarzyszeniu Projektowania Interakcji. Myślę, że warto się zainteresować pracami tej organizacji, szczególnie, że jest to perspektywiczna dziedzina, i fajnie mieć coś takiego w Poznaniu. Była to pierwsza, ale nie jedyna prezentacja po angielsku, a jak się później okazało, Darko to uroczy człowiek, mówiący całkiem nieźle (aczkolwiek uroczo) po polsku.

Barbara Metelska próbowała nas (po angielsku zresztą) przekonać, że liderzy są jak marki. Próbowała, bo z jest to dla mnie oczywiste. Mimo wielkiego tempa i subiektywnej oczywistości tematu prezentacja była jednak interesująca. Na przyszłość radziłbym jednak zwolnić tempo i zmniejszyć ilość informacji. I nie tłumaczyć się, bo profesjonalizm wyklucza tłumaczenie si z tego, co się robi na scenie 😉

Po kolejnej prezentacji spodziewałem się sporo, ale na pewno nie tego, że publiczność „wyklaska” ze sceny prowadzącą. Krótko mówiąc pani Aneta Murakowska przekroczyła znacznie czas i przesadziła w amwayowym stylu. Myślę, że każdy rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę z dobrodziejstw networkingu, jednak wiele zależy od sposobu podania 😉 Mi osobiście prelekcja się podobała, chociaż nie była pozbawiona nachalnej promocji. O ile wszyscy pozostali prelegenci unikali mówienie o organizacjach, z którymi są związani, pani Aneta chyba zbyt nachalnie próbowała uprawiać reklamę. No i cóż, oberwało jej się.
Chwilę później Mateusz Stańczak rozłożył na scenie matę i pokazał jak rozmawiać z własnym ciałem. Jako było jogin obserwowałem prezentację z zaciekawieniem, zabrakło mi jednak jakiejś tezy i podsumowania. Ogółem sympatycznie, ale mało konkretnie, ale czego się spodziewać po jodze (no chyba że jest to nie hatha ale lingam-joni joga 😉

Jako ostatni na scenę wkroczył Dawid Wiener i zajął się naszymi umysłami, a właściwie ich zniewoleniem przez technologię. Spodziewałbym się więcej konkretów, a tak tylko utrwaliłem swoją opinię o kognitywistyce jako o nauce, która sama nie wie czym jest i czym się zajmuje 😉

Po ostatniej prezentacji wszyscy przemieścili się do Bogoty, gdzie serwowano darmowe drinki. Takiej okazji nie mogłem przepuścić i również udałem się do rzeczonego klubu. Klub sam w sobie absolutnie nie w mojej stylistyce, ale warto było. W międzyczasie pojawił się mój ulubiony fanboj macowy papa CoSTa, więc biesiada była i interesująca i zabawna. W towarzystwie organizatorów i prelegentów piło się wyjątkowo dobrze (co zaowocowało tragiczną sobotą), muszę przyznać że Paweł Tkaczyk i Piotr Konieczny to nie tylko nieźli mówcy, ale też twardzi piwni zawodnicy 😉 Niestety z Jarkiem Lipszycem nie udało mi się za dużo porozmawiać, bo najpierw zniknął w poszukiwaniu zagubionego telefonu (ach ci roztargnieni poeci), a potem został porwany przez Patyczaka i jego żonę. Impreza i afterparty było naprawdę zacne.

Na koniec chciałbym podziękować organizatorom za możliwość uczestniczenia w tym wyjątkowym i inspirującym przedsięwzięciu. Tor, dzięki za interesującą rozmowę w bliżej niesprecyzowanym klubie (właśnie, gdzie myśmy wylądowali?) trzeba ją powtórzyć kiedyś we wcześniejszych godzinach 😉

My, informatycy, jesteśmy świetnymi kochankami

No i potwierdziły się „fakty”, które obecne są od lat w stereotypach o informatykach.

Informatycy są doskonałymi kochankami, bardzo się starają, myślą o partnerach/partnerkach, tylko niestety … rzadko udaje się to udowodnić. Nie zabrakło oczywiście pytania o różne „uprzyjemniacze”, i pod tym względem prześcigamy wszystkie grupy zawodowe.

No cóż, świetni z nas specjaliści-gawędziarze 😉

Najeźdźcy muszą zginąć, a jak

Mój profil na last.fm bez żadnych wątpliwości wskazuje, że jestem twardym miłośnikiem rocka z przytupem. I basta. No właśnie, wskazywał. A cóż tam teraz widać? The Prodigy. Szczególnie ostatni album, Invaders Must Die. I w ramach odświeżenia pamięci, całą resztę.

Ten album brzmi, jak moja muzyka, robiona na Chaos Music Composer (ktoś to jeszcze pamięta?). I ma niesamowity power. No i każe mi zrewidować moją rockową tożsamość.
Wydaje mi się, że to właśnie o ten pałer chodzi, że to on jest czynnikiem decydującym, czy coś lubię, czy nie. No i specyficzny smrodek psychodeli, który również mnie pociąga.

Wczoraj zmajstrowałem coś z tym klimacie, jutro domiksuję wokale. A potem będę się ty cieszył w domowym zaciszu, bo póki co nie ma czego pokazywać. Zapomniałem kompletnie, jak się obsługuje sotf. 😉

Jaunty Release Party – Call for Papers

Rusza właśnie organizacja kolejnego Ubuntu Release Party, tym razem wersji 9.04, codename Jaunty Jackalope. Spotkanie odbędzie się w Poznaniu, w okolicach 24 kwietnia. Tym razem przedłużamy blok prezentacji, a co za tym idzie, potrzebujemy CIEBIE!

Chcielibyśmy wzbogacić prezentacje o wrażenia zwykłych użytkowników Ubuntu, a to przecież właśnie Ty. Opowiedz nam jak używasz Ubuntu, co cię drażni, co lubisz, co byś zmienił. Przecież, do ciężkiej cholery, to właśnie Ty masz największy wpływ na kształt tej dystrybucji. Tak, właśnie tak. Dlatego jeśli czujesz, że coś jest nie tak, napisz do mnie na tomasz [na]napierala.org, a my pozwolimy ci wylać publicznie wszelkie żale, a być może również rozwiązać Twoje problemy 😉

Oprócz krótkich prezentacji będzie również CoSTa, który opowie o wrażeniach z używania nowej wersji Ubuntu, oraz (mamy nadzieję) kilka innych osób z ciekawymi prezentacjami m.in. o Ubuntu jako narzędziu programisty w sporej firmie. Będzie oczywiście również okazja by napić się piwa i porozmawiać o linuksach, również z jednymi z najlepszych fachowców w Poznaniu.

Piszcie!

Krótko o wrażeniach z SFI 2009 w Krakowie

W ostatni piątek oraz przez dłuugą część czwartkowego wieczoru miałem okazję badać krakowskie knajpy, a przy okazji dać wykład na Studenckim Festiwalu Informatycznym. Impreza naprawdę wspaniała, doskonała organizacja, fantastyczna atmosfera i agenda ociekająca wręcz osobistościami (do tego stopnia, że momentami zastanawiałem się co tam robię). Niestety udało mi się zobaczyć tylko fragmenty piątkowych wykładów, w przyszłym roku postaram się poświęcić więcej czasu na samą konferencję.

Badanie krakowskich knajp zakończyło się sporym sukcesem, fEnIo po raz kolejny udowodnił, że jest doskonałym towarzyszem do „moczenia mordy” a przy okazji udało mi się upiec dodatkową pieczeń 😉 Wraz z Andrzejem z PROIDEA mamy kilka wspólnych pomysłów, które mam nadzieję staną się ciałem już niebawem (na razie bez szczegółów, konkurencja nie śpi, powiem tylko, że zahaczają o najlepsze polskie tradycje historyczne). Niestety rajd po knajpach (no, rajdzik) spowodował ogólną piątkową niedyspozycję, a na śniadanie w hotelu udało mi się zdążyć niemalże cudem. A propos hoteli, jeśli macie ochotę zakosztować socjalizmu w najlepszym wydaniu, polecam Hotel Cracovia ;).

Wracając do konferencji, przyłączam się do ogólnej prośby uczestników o zwiększenie zagęszczenia hostess na metr kwadratowy: te które były, nie były w stanie sprostać popytowi 😉 Dzięki temu, że miałem do dyspozycji (wraz z innymi prelegentami) pomieszczenie, byłem w stanie w końcu przeczytać prezentację, którą przygotowałem na konferencję. W samej prezentacji pod pretekstem opowiadania o infrastrukturze Allegro udało mi się przemycić kilka informacji na temat skalowalności i dostępności aplikacji internetowych (więcej informacji na ten temat postaram się umieścić na blogu, bo temat nie został nawet lekko ugryziony). Sala ku mojemu zaskoczeniu sprawiała wrażenie pełnej. Ok, wiem, że i tak wszyscy czekali na tajemnice kuchni Allegro, myślę, że dostali ich całkiem sporo, łącznie z marką herbaty, jaką zwykliśmy pijać. Osobiście plan wykonałem na 60%, a w przyszłym roku mam zamiar pokonać Piotra Koniecznego w rankingu popularności: Konieczny, be warned ;). Kluski chyba jednak nie pobiję.

Slajdy poniżej, niestety obawiam się, że bez komentarze niewiele można z nich wynieść. Nie omieszkam dać znać, kiedy pojawią się filmy.

Piątkowy wieczór spędziłem z doskonałym towarzystwie specjalistów od Erlanga, którzy przekonali mnie, że w tym języku da się programować. Z uwagi jednak na moje własne zdrowie psychiczne nie będę na razie próbował. Ah, byłbym zapomniał, przy okazji piliśmy oczywiście piwo. Chętnie byłbym spędził z nimi całą noc, niestety połączenia z Krakowa są niewyobrażanie słabe.

Na koniec jeszcze raz dziękują organizatorom za zaproszenie i obiecuję poprawę (postaram się już więcej nie przekraczać danego mi czasu, nawet tyci)

Pierwsze Ubuntu Release Party – relacja (nie na żywo)

Z niezmierną radością donoszę, że pierwsze polskie Ubuntu Release Party się odbyło. I to jak.

Muszę przyznać, że projekt był od początku obarczony dużym ryzykiem. Po pierwsze, miałem mało czasu, bo wszystko odbyło się w ciągu 2 tygodni. Dzięki Allegro.pl mieliśmy salę, zaciszną, w dobrym miejscu, za darmo i z internetem. No i ze zniżką na piwo dla uczestników imprezy. Również dzięki Allegro nie było problemu ze sprzętem projekcyjnym oraz zaprowiantowaniem 😉

Drugim czynnikiem ryzyka byli prelegenci. Co prawda wszyscy odpowiedzieli od razu, entuzjastycznie i na dodatek pozytywnie, a w zanadrzu miałem 2 prezentacje, ale przecież zawsze coś się może nie udać. Tym bardziej, że część zaproszonych gości dojeżdżała z bardzo daleka (Kraków). Niestety Opi nie był w stanie dojechać, ale mam nadzieję, że następnym razem będzie na 100%.

No i koniec końców – uczestnicy. Najbardziej ryzykowny element, okazało się na szczęście, że zupełnie niepotrzebnie się martwiłem. Dwa dni przed imprezą zastanawiałem się nawet nad zmianą lokalizacji z powodu dużego zainteresowania.

Wszystkie moje obawy okazały się jedynie majaczeniami neurotyka. Wy dopisaliście, prelegenci dopisali, nawet pogoda dopisała. Myślę, że katastrofy nie było, ale to pozostawiam już waszej ocenie. Konstruktywna krytyka mile widziana.

Na spotkaniu było około 40 osób, sala została zapełniona i ożywione rozmowy trwały już przed rozpoczęciem spotkania. Atmosferę podgrzewało zniżkowe piwo, które rozchodziło się szybko i w dużych ilościach. I dobrze, bo z założenia mieliśmy się nieźle bawić.

Pierwszy z gości, CoSTa, stanął na wysokości zadania i nieźle zamieszał. Tak jak zakładałem, jego prelekcja wywołała sporą dyskusję, a w mojej opinii Ubuntu i tak w porównaniu z Mac OS X radzi sobie całkiem nieźle. Dodatkowo CoSTa jest po prostu podręcznikowym wręcz typem konsumenta i ma określone wymagania. Niestety, niektórym z nich Ubuntu nie jest w stanie w tej chwili sprostać, ale sprawy mają się coraz lepiej

Azrael i Rafał Trójniak opowiedzieli potem o PLUG i jego działalności. To była doskonała okazja promowania tej wspaniałej organizacji, praktycznie nieznanej w polskiej społeczności Ubuntu. Ja starałem się potem trochę o tej społeczności i dołączaniu do niej opowiedzieć, tym bardziej, że nie mamy się czego wstydzić (przynajmniej jeśli chodzi o fora itp., bo z polskim zaangażowaniem jest słabiej, wystarczy spojrzeć na oficjalny Polski Zespół). Mam jedynie nadzieję, że nie zanudziłem i natchnąłem chociaż jedną duszyczkę do zaangażowania się w projekt 😉 Na koniec Azrael przybliżył uczestnikom centralne miejsce prac nad Ubuntu: Launchpad, system, który społeczność scala i oferuje wszystko, czego potrzeba do pracy nad otwartymi projektami.

Po tych nudnych obowiązkach przeszliśmy do pałaszowania tortu i picia piwa. Do późnych godzin nocnych. Tort był, a jakże, okolicznościowy, i z tej okoliczności udekorowany logiem Ubuntu i numerem wydania. Udało mi się poważnie podyskutować z Azraelem o promocji Ubuntu, sposobach aktywizacji społeczności i planach na przyszłość. Mam wielką nadzieję, że już wkrótce będzie widać tego efekty. Spotkanie zakończyło się około godziny 2 w nocy i wszyscy wyszli o własnych siłach.

Dziękuję wszystkim osobom, które sprawiły, że Release Party mogło się odbyć, przede wszystkim uczestnikom, serwisowi Allegro.pl, prelegentom: Azraelowi, Papie Coście, Rafałowi Trojniakowi, Damjankowi, RLU i d3mo za pomoc w organizacji, oraz Enderowi za zepsucie większości fotek. Wielkie dzięki!

Relacje:

Garść zdjęć dzięki uprzejmości gości:

Prezentacje:

Piszcie, jak widzielibyście następne spotkanie i do zobaczenia wkrótce!

UPDATE: Dodana galeria oraz reszta prezentacji

Cotygodniowy Biuletyn Ubuntu, numer 114

W końcu, z prawie tygodniowym poślizgiem udało mi się wydać kolejne polskie tłumaczenie UWN. Niestety obowiązki domowe, kiepskie samopoczucie, praca przy Ubuntu Release Party oraz splot innych okoliczności wpłynęły negatywnie na terminowość wydania. Dodatkowo był to najdłuższy z wszystkich (zdaje się) Biuletynów, ze względu na wywiad z Dustinem Kirklandem. Tłumaczenia UWN to ciągle jednoosobowy projekt, i już pojawiają się wszystkie związane z tym problemy. Zachęcam zatem do dołączenia do zespołu i dołożenia chociażby malutkiej cegiełki 😉

Tymczasem zapraszam do lektury!

Ubuntu Release Party w Poznaniu!

To już pewne!

Po raz pierwszy w Polsce odbędzie się Ubuntu Release Party! Impreza będzie miała miejsce w Poznaniu, na Starym Rynku, w klubie Lizard King. W klubie tym mieści się Strefa@Allegro, i tam właśnie się spotkamy. Z salki tej możemy korzystać dzięki uprzejmości Allegro.pl, serwis jest również partnerem imprezy

Impreza ma oczywiście charakter nieformalny, służyć ma poznaniu się środowiska, być może uda się kogoś namówić do zaangażowania w prace nad Ubuntu. Niestety polska społeczność do najaktywniejszych nie należy :/ Nie samą imprezą człowiek żyje, dlatego też postarałem się o kilku prelegentów.

Na pewno odwiedzi nas CoSTa, który postara się nas przekonać, że Ubuntu jednak ssie. Wszyscy czytelnicy bloga CoSTy wiedzą, że jest on upartym fanboyem produktów firmy Apple. Znając CoSTę jako doskonałego kompana do piwnych wycieczek, myślę, że będzie to bardzo ciekawa prelekcja;) Dodatkowo CoSTa ma zacięcie dziennikarskie, i opowiada z wielką swadą

Na 99% przyjedzie do nas Opi, czyli Emil Oppeln-Bronikowski, który opowie o Linuksie w kontekście antropologicznym (serio). Opi od dawna udziela się w społeczności Ubuntu, i jest przede wszystkim właścicielem ciekawego bloga i nietuzinkowych poglądów. Nie miałem okazji nigdy słuchać go na żywo, ale moje łódzkie źródła donoszą, że CoSTa będzie miał poważną konkurencję 😉 Osobiście nie mogę się doczekać tej prelekcji

Z grodu kraka postara się do nas dotrzeć Azrael Nightwalker, czyli Przemek Kulczycki, którego prezentacja będzie dotyczyć jednego z głównych narzędzi w świecie Ubuntu: launchpad.net. Azrael jest na pewno dokonale znany w społeczności Ubuntu: jest jednym z Liderów polskiego zespołu LoCo. Oprócz tego jak każdy szanujący się geek posiada ciekawego bloga.

Niestety jeśli chodzi o przyjazd Opiego i Azraela, istnieje pewien czynnik niepewności. Z tego powodu w rezerwie pozostaje moja prezentacja na temat pracy z błędami w Launchpad. Praca z błędami, czyli tzw. „triaging”, jest najłatwiejszym sposobem na rozpoczęcie swojej przygody z rozwijaniem Ubuntu.

Serdecznie wszystkich zapraszam, będzie fajnie

Szczegóły imprezy w serwisie Oiola. Jeśli się wybierasz, zarejestruj się proszę, będziemy wiedzieli, czy nie szukać większej sali! Rejestracja poniżej lub w Oiola

Update: Azrael przywozi znajoych i jeszcze jedną prezentację: PLUG – Kim jesteśmy, co robimy?

Update 2: info pojawia się w kilku serwisach, gorąca prośba aby klikać „+” gdzie trzeba, to nam pomoże w promocji. Wielkie dzięki dla Kamila

113 Cotygodniowy Biuletyn Ubuntu gotowy – po polsku!

Z przyjemnością informuję, że kolejne tłumaczenie UWN jest gotowe. Wydanie można w tej chwili poczytać na wiki, a w najbliższym czasie również w serwisie jakilinux.pl oraz po raz pierwszy w Czytelni Ubuntu.

W numerze m.in. o przygotowaniach do wydania Intrepid Ibex (zarówno od strony technicznej, jak i rozrywkowej), zmianach w Launchpad. W polskim wydaniu znajdziecie rółnież kilka polskich akcentów. Jeśli chcecie ich więcej, podsyłajcie informacje 😉

Cotygodniowy Biuletyn Ubuntu po raz pierwszy po polsku

Z wielką przyjemnością zawiadamiam, że Ubuntu Weekly Newsletter po raz pierwszy ukazał się po polsku. Wydanie jest dostępne na wiki oraz w serwisie jakilinux.pl (tam też pojawiać się będą kolejne numery)

Wydanie to nie jest jedynie tłumaczeniem, zawiera również polskie akcenty, m.in. wybór ciekawych informacji z polskich blogów oraz z forum Ubuntu. W przyszłości chciałbym, aby takich informacji było znacznie więcej. Jeszcze bardziej chciałbym mieć możłiwość informowania o jakichkolwiek inicjatywach, spotkaniach, etc dotyczących Ubuntu, ale to temat na inny wpis.

Tymczasem zapraszam do lektury. Jeśli ktoś jest zainteresowany pomocą, proszę o kontakt. Sam proces i zasady są z grubsza opisane na wiki polskiego wydania biuletynu.

Pozostało kilka problemów do rozwiązania, m.in. napisanie konwertera z markupu wiki do xhtml (w celach publikacji w jakilinux.pl). Mam nadzieję, że przejrzenie kodu moinmoin mnie oświeci. Chyba, że ktoś ma ochotę popracować nad takim narzędziem?

Update: wielkie dzięki dla @Echinos za wytknięcie grzechu zaniedbania. Rzeczywiście 6 pierwszych numerów UWN ukazało się po polsku. Mam tylko nadzieję, że tym razem przetrwamy dłużej