ESKK i programowanie w C

Skonczyłem wreszcie cholerną nastepną część kursu dla ESKK. Przy okazji musiałem się gruntownie
odswieżyć w zakresie C i pochodnych. Koszmar, bo od dawna nie napisałem ani jednej linijki w
C-like. Przy okazji wpadłem po raz kolejny na scanf i pozostawianiu syfu w strumieniu. PO RAZ
KOLEJNY spędziłem prawie dwie godziny, żeby przypomnieć sobie w końcu dziwne zachowanie scanf() i
rozwiązanie w postaci getchar(). Dziwne oczywiście dla mnie, bo podobno jest to zupełnie normalne i
zrozumiałe.

LeGuin, Vonnegut, Norton

Ania wybrała się ostatnio do biblioteki, bo domowy zapas słowa pisanego skończył się był, a na zakup książek środków brak. Poprosiłem ją o coś Andre Norton lub Pierca Anthonego. Przyniosła „Lawendową Magię” pani Norton, „Opowiadanie świata” LeGuin, i dwa Vonneguty.
Vonneguty zjadłem jak zwykle ze smakiem, chociaż jednego z mniejszym, bo byl odgrzewany („Rzeźnia…”, po raz wtóry). Drugiego nie czytałem wcześniej, a była to „Matka noc”. Bez rozczarowania, doskonałe i oczywiście lepsze niż „Rzeźnia…”, która uważam za najgorszą produkcję autora.
„magia” okazała się opowiastka dla dzieci, ale przeczytałem do końca z zainteresowaniem. Z tym że po skończeniu wcale nie czułem że skończyłem. Niedorobione jakieś, nic dziwnego, że nigdzie nie mogłem znaleźć recenzji.
LeGuin za to po raz kolejny znudziła mnie śmiertelnie. Rozwlekłe, przeintelektualizowane, a ja potrzebowałem solidnej rozrywki.

zachciało mi się Linuksa na Windowsie. I mam za swoje.

Od kilku miesięcy jestem zmuszony spędzac więcej czasnu na Windowsie niż na moim ukochanym Debianie. Wpadłem na genialny pomysł, żeby sobie troche umilić męczarnie i zmienić brzydkie GUI windowsowe. Na pierwszy ogień poszedł BB4WIN. Wszystko było przyzwoicie, ale strasznie toto niestabilne. Poszlo w pieruny
Zassałem Litestepa. Wyglądał naprawde zachęcająco, przede wszystkim ze względu na ogromną ilość modułów, czyli dodatków typu „tray”, kalendarz itp, itd. No i znalazlem na deviantART masę smakOCZOwitych tematów. I tu się zaczęły szopki. Jeżeli temat używa jakichś modułów, to sobie je ściąga. Super. Tylko czemu, jeżeli jest już na dysku nowsza wersja, ściąga sobie starszą? Bo są najczęściej nikompatybilne. Przecież to idiotyzm. Po zainstalowaniu około 20 tematów, samych modułów naciągnął mi 22 MiB !
No i najgorsze. Wszystko zaczęło się sypać. W końcu sie poddałem, bo czas mnie gonił, i wróciłem do zwykłego maszkarowego winGUI. Odpalam PuTTY, bo serwer wzywał. Wysypka, „program wykonał nieprawidłową operacją, ble, ble, ble…” Kombinuję, przeinstalowałem, nic. Zassałem SecureCRT, bo pilnie potrzebowałem ssh. To samo. Nie miałem czasu, więc odpaliłem Debiana. Zrobiłem co trzeba było, ale środowisko nieskonfugurowane, musiałem zassać całe repo projektu z CVS, bo nagle Debian przestał widzieć partycje windziarskie. Zajęło mi to dwie nadmiarowe godziny
Koszmar, koszmar, koszmar. I to wszystko wczoraj w wielkim pośpiechu o 2 w nocy. Chyba wygrzebię moje ATARI 65 XE – to był sprzęt. Jeżeli magnetofonem nie szturchałeś – wszystko chodziło wyśmienicie.

Pierwsze polowanie udane: padły dwa jelenie i bażant

Wczoraj wybraliśmy się do teściów na tzw. wieś. ieś jak to wieś w moich okolicach: chmiel i wiklina dookoła. Słońce przygrzewało przyzwoicie, więc była okazja, żeby urządzić pierwsze w tym roku polowanie. Okazało się dosyć udane: pierwszego zwierzaka dopadłem po kilkunastu minutach. Jeleń – bo był to on – grasował na polu chmielowym. łatwo się go podchodziło, pomagały mi słupy, normalnie podtrzymujące pnącza chmielu.
Udało mi się zbliżyć na jakieś 15 metrów. Ustrzeliłem go kilkanaście razy. W trakcie celowania do jelenia, w polu rażenia pojawił sie nagle bażant. To naprawde śmieszne, jak one sie poruszają, jakby płynęły, zupełnie bez ruchów pionowych. Bażant oberwał tylko raz, i to niezbyt udanie. Ale sztuka się liczy.
Efekty

Nadwadze mówimy NIE! Smrodowi, aczkolwiek niechętnie, również!

Waga była nieubłagana: 70 kg. Oznacza to ni mniej ni więcj 6-8 kilogramów nadwagi. Oczyma wyobraźni widzę moje ciało, ważące kilka lat temu 80 kilogramów. To było dopiero niezłe 😉
Coż, myslałem, że nie będzie mi to przeszkadzać. Rzeczywiście – gdybym przestał odwiedzać łazienkę, problem sam by się rozwiązał. W łazience bowiem mieści się jedyne lustro, które ukazuje niedostatki mojej powłoki cielesnej w całej okazałości. Jak się jednak mogę domyslać, unikanie łazienki mogłoby zaoowocować całym mnóstwem komplikacji, łącznie z ostracyzmem w środkach komunikacji publicznej, z których to jestem zmuszony korzystać. Większość ludzi nie przepada za smrodem niemytego ciała. Łącznie ze mną.
Jak widać, konieczność odchudzania jest po części wynikiem niechęci ludzi do niemiłych zapachów. Gdyby tak wszystkich było stać na poświęcenie, które jest moim udziałem podczas zmywania kupek ze słabizn moich córek… Czymże jest przecież zapach niemytej skóry w porównaniu z fetorem ludzkich ekskrementów?
Wracając do pokładów tkanki tłuszczowej, cały nadmiar zebrał mi się w standardowej lokalizacji: w pasie. Moje ulubione spodnie uwierają mnie w jądra, ponieważ muszę je podciągać wysoko w górę – w miejsce, gdzie pasek ma się na czym zatrzymać. Żenujące. Na dodatek, sa to jedyne spodnie zgodne z aktualnie panującymi trendami
Nie pozostało mi nic innego, jak tylko wydać walkę przybywającym kilogramom. Odstawiam cukier – najpierw od herbaty. Pochłaniam jej znacznie mniej niż kawy, a kawy nie przełknę, jeśli nie posłodzona. Dodatkowo odstawienie cukru od herbaty znacznie przyspieszy chudniecie – nie zjem niczego, jeśli nie popiję tego posłodzoną herbatą.
Ćwiczenia? Bez żartów. Jak każdy komputerowy maniak brzydzę się aktywnością fizyczną. Odbiera siły do stukania w klawiaturę. Zresztą – po kilku latach treningów karate pozostały mi tylko zwyrodnienia stawów kolanowych.