Od kilku miesięcy jestem zmuszony spędzac więcej czasnu na Windowsie niż na moim ukochanym Debianie. Wpadłem na genialny pomysł, żeby sobie troche umilić męczarnie i zmienić brzydkie GUI windowsowe. Na pierwszy ogień poszedł BB4WIN. Wszystko było przyzwoicie, ale strasznie toto niestabilne. Poszlo w pieruny
Zassałem Litestepa. Wyglądał naprawde zachęcająco, przede wszystkim ze względu na ogromną ilość modułów, czyli dodatków typu "tray", kalendarz itp, itd. No i znalazlem na
deviantART masę smakOCZOwitych tematów. I tu się zaczęły szopki. Jeżeli temat używa jakichś modułów, to sobie je ściąga. Super. Tylko czemu, jeżeli jest już na dysku nowsza wersja, ściąga sobie starszą? Bo są najczęściej nikompatybilne. Przecież to idiotyzm. Po zainstalowaniu około 20 tematów, samych modułów naciągnął mi 22 MiB !
No i najgorsze. Wszystko zaczęło się sypać. W końcu sie poddałem, bo czas mnie gonił, i wróciłem do zwykłego maszkarowego winGUI. Odpalam PuTTY, bo serwer wzywał. Wysypka, "program wykonał nieprawidłową operacją, ble, ble, ble..." Kombinuję, przeinstalowałem, nic. Zassałem SecureCRT, bo pilnie potrzebowałem ssh. To samo. Nie miałem czasu, więc odpaliłem Debiana. Zrobiłem co trzeba było, ale środowisko nieskonfugurowane, musiałem zassać całe repo projektu z CVS, bo nagle Debian przestał widzieć partycje windziarskie. Zajęło mi to dwie nadmiarowe godziny
Koszmar, koszmar, koszmar. I to wszystko wczoraj w wielkim pośpiechu o 2 w nocy. Chyba wygrzebię moje ATARI 65 XE - to był sprzęt. Jeżeli magnetofonem nie szturchałeś - wszystko chodziło wyśmienicie.